Nasz reportaż z Tbilisi. 29 grudnia formalnie wygasła kadencja liderki gruzińskiej opozycji i pierwszej kobiety-Belsat, byłego piłkarza, który znany jest ze swojego ostro krytycznego stosunku do Zachodu. Nasz rosyjskojęzyczny portal Vot Tak z bliska obserwował ten ważny dzień obecnego kryzysu politycznego Gruzji i w ogóle historii kraju. Ponadto spytaliśmy jak czują się ludzie po miesiącu ciągłych protestów i co dalej czeka Gruzję. Dzień inauguracji. Poranek Wioska Bożonarodzeniowa na placu Orbeliani w Tbilisi zapełnia się ludźmi. Wczesnym niedzielnym rankiem około tysiąca osób zebrało się w centrum miasta, aby wesprzeć Salome Zurabiszwili, piątą prezydent Gruzji. Dzień wcześniej obiecała ogłosić plan dalszych działań. Wśród domków jarmarcznych i figurek elfów ludzie z flagami Gruzji, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych czekają na pojawienie się prezydent. Podczas oczekiwania ludzie skandują „Salome” i „Sakartvelo” (jak sami Gruzini nazywają Gruzję). - Dziś przemawia nasza jedyna prawowita instytucja - prezydent Salome Zurabiszwili. Jesteśmy tutaj, ponieważ ludzie uznają tylko tego prezydenta. A drugi człowiek, Micheil Kawelaszwili, którego tak zwana inauguracja odbędzie się dzisiaj, to tylko żart, on nie reprezentuje żadnych Gruzinów - mówi Lana, 20-letnia uczestniczka wiecu. Jej przyjaciółka, owinięta w jasnoniebieską flagę UE, stoi w pobliżu. Podają informację, że przemówienie Zurabiszwili, zaplanowane na 10.00 rano, zostało opóźnione i rozpocznie się o 11 rano - w tym samym czasie, co ceremonia mianowania nowego prezydenta Kawelaszwilego. Salome Zurabiszwili opuszcza pałac prezydencki w białej garsonce i czerwonej bluzce - kolorach flagi narodowej. Ulicę wypełnia odgłos radości. Dokładnie tak była ubrana sześć lat temu, w dniu nominacji na prezydenta Gruzji. Wówczas została wybrana w wyborach powszechnych, za jej kadencji rządzący ograniczyli pozycję prezydenta wpisując do konstytucji pośredni wybór głowy państwa. Zurabiszwili wywodzi się z obozu Gruzińskiego Marzenia, ale już dawno jej drogi z tą partią się rozeszły i związała się z opozycją. Prezydent wychodzi do ludzi i ogłasza swoją decyzję o dobrowolnym opuszczeniu rezydencji, aby uniknąć konfrontacji ze służbami i dołączyć do protestujących na ulicy. Gdyby pozostała w pałacu, czekałoby ją postępowanie karne i uwięzienie. Piąta prezydent Gruzji obiecała również, że wkrótce przedstawi dokument z planem działania, który pomoże doprowadzić do nowych wyborów i znaleźć wyjście z kryzysu politycznego w Gruzji. W międzyczasie Zurabiszwili zapowiedziała spotkania z przedstawicielami biznesu i instytucji państwowych. Przypomnijmy, że w protestach biorą udział licznie urzędnicy i inni pracownicy sfery budżetowej, np. wyższych uczelni. Zurabiszwili planuje również spotkania z mieszkańcami regionów i oficjalne wizyty zagraniczne. Polityk podkreśliła, że na pewno wróci z zagranicy. Podczas gdy na placu Orbeliani grupa ludzi wspierała i słuchała przemówienia Zurabiszwili, na sąsiedniej ulicy w parlamencie odbywała się inauguracja Kawelaszwilego. Głosowanie w tym dniu, po raz pierwszy od 1991 roku, odbyło się za pośrednictwem tzw. kolegium wyborczego, w którym w większości zasiadają parlamentarzyści, a parlamentarzyści to dziś tylko politycy związani z Gruzińskim Marzeniem. Opozycja odmówiła przyjęcia mandatów oskarżając Gruzińskie Marzenie o sfałszowanie październikowych wyborów. Partie opozycyjne i wybrana w wyborach powszechnych piąta prezydent kraju domagają się nowych, uczciwych wyborów parlamentarnych. Dlatego Zurabiszwili nie składa urzędu podkreślając, że nowego prezydenta może wybrać tylko wybrany w uczciwych wyborach parlament. Micheil Kawelaszwili był jedynym kandydatem. Zwolennicy Zurabisziwli podkreślają, że nie został wybrany przez obywateli, ale bezpośrednio przez członków rządzącej partii Gruzińskie Marzenie. Ceremonia ta była najbardziej zamkniętą w historii Gruzji: tego dnia nie było parady wojskowej, obywateli ani orkiestry. Nawet dziennikarze nie zostali wpuszczeni na salę obrad. Ci, którzy otrzymali akredytację, słuchali przysięgi Kawelaszwilego z ekranu telewizyjnego w budynku parlamentu. - Wszystko, co dzieje się dziś w parlamencie, jest śmieszne - mówi nam Magda, inna protestująca. - Organizują tą tak zwaną inaugurację bez korpusu dyplomatycznego, bez publiczności, bez gości zagranicznych. - Zazwyczaj w Gruzji wybory prezydenckie odbywają się przy dużej frekwencji. Jak widać, wszyscy ludzie są tutaj - ludzie są tutaj. A główną osobą, która jest tam, to Belsat- dodaje Natia, uczestniczka wiecu. Okazało się, że po ceremonii zaprzysiężenia Kawelaszwilego jego mikrofon przypadkowo nie został wyłączony, więc widzowie transmisji na żywo usłyszeli, jak nowy prezydent mówi do przewodniczącego partii rządzącej Iwaniszwilego: - Jestem twoim osobistym prezydentem. Ten zaśmiał się w odpowiedzi. Protesty trwają Po przemówieniu była prezydent Salome Zurabiszwili schodzi do zwolenników w okolicach pałacu i spaceruje wśród nich, pozdrawiając ludzi. Otacza ją około czterech ochroniarzy, ludzie robią sobie zdjęcia z Zurabiszwili, ktoś podaje jej rękę. Stopniowo protest spod Pałacu Prezydenckiego przenosi się pod budynek parlamentu, gdzie na uczestników czeka już kordon policji. Tam też rozpoczyna się akcja „Czerwona kartka dla Kawelaszwilego”. (dodaj twit) - Daliśmy jasno do zrozumienia: nadszedł czas, aby uwolnić boisko od graczy, których działania są sprzeczne z interesami ludzi i kraju. Czerwone kartki i gwizdki stały się naszymi narzędziami - jak prawdziwi sędziowie ogłaszamy koniec gry, w której łamane są zasady i zapomina się o uczciwości - mówi Kristina, uczestniczka akcji. Kilkadziesiąt osób pozostaje w pobliżu parlamentu. Niektórzy próbują rozmawiać z policją, pokazując jej na swoich telefonach nagrania z brutalnych zatrzymań dziennikarzy i protestujących. Inni stoją na alei i trzymają w rękach flagi. Widnieje na nich wizerunek założyciela Gruzińskiego Marzenia Bidziny Iwaniszwilego, flagi Iranu i terrorystycznej grupy Hezbollah, jako nawiązanie do niedawnej wizyty gruzińskiego premiera na pogrzebie irańskiego prezydenta. W miarę upływu czasu liczba protestujących maleje, gdy policja zaczyna odpychać pozostałych protestujących, aby otworzyć aleję Rustawelego dla ruchu ulicznego. Według policji niektórzy protestujący odmówili opuszczenia jezdni i zostali zatrzymani. Sami demonstranci twierdzą, że policja po prostu zatrzymała ludzi, którzy akurat znajdowali się w pobliżu. Później wszyscy zostali zwolnieni przez policję z protokołami administracyjnymi. Dzień inauguracji. Wieczór Pod wieczór ludzie gromadzą się na Rustawelego, głównej ulicy stolicy Gruzji, niektórzy z flagami i gwizdkami, inni z prezentami i grzanym winem. Migoczą świąteczne lampki i świeci główna choinka w Tbilisi. Duch protestu i duch świętowania dzielą przestrzeń na pół. Na dolnej kondygnacji udekorowanej choinki, wraz z girlandami, wiszą antyrządowe plakaty i czerwone kartki z porannej akcji. Na budynku parlamentu wyświetlany jest wzór płatków śniegu, a na tym samym budynku protestujący umieścili laserowy napis: - W tym kraju jest jeden prawowity prezydent - Salome Zurabiszwili! - Powiedziałbym, że dziś czujemy się jeszcze bardziej odporni i zdeterminowani w walce z tak zwanymi decyzjami rządu. Najbliższa przyszłość nie będzie różowa, ale walka będzie kontynuowana – mówi liderka. Belsat. Tamta, dziewczyna z plakatem, uważa, że to dopiero początek: - Zasadniczo problem polega na tym, że teraz gospodarka będzie reagować na decyzje polityczne i sytuację polityczną. I będzie coraz gorzej. Gruzja nie jest bardzo bogatym krajem. Jesteśmy zależni od funduszy i dotacji pochodzących z krajów zachodnich. A utrata tych zasobów, odmowa negocjacji z Unią Europejską cofnie kraj – martwi się Tama. „Prezydent jest symbolem oporu” To już 32. noc protestów. Najpierw ludzie protestowali przeciwko sfałszowanym - zdaniem opozycji - wyborom parlamentarnym, następnie przeciwko decyzji rządu o odroczeniu rozmów akcesyjnych do UE do 2028 roku, a dziś wieczorem protestują przeciwko wszystkim powyższym i przeciwko prezydentowi, którego nie wybierali. Protestujący twierdzą, że nie spoczną, dopóki nie dostaną tego, czego chcą. A opuszczenie przez Salome Zurabiszwili Pałacu Prezydenckiego w żaden sposób nie zmieniło ich nastroju. Rezydencja nie jest symbolem, raczej sam prezydent jest symbolem oporu. Więc gdziekolwiek się uda, nadal pozostanie symbolem tego oporu. A my nadal będziemy ją wspiera - zauważa jeden z demonstrantów w rozmowie z naszym korespondentem. Przeciwnicy rządu oczekują 2025 roku w nadziei na zmiany polityczne. 31 grudnia obywatele, którzy nie zgadzają się z działaniami władz, na czele z Salome Zurabiszwili, będą świętować Nowy Rok przed parlamentem. - Jesteśmy zmęczeni, ale tu nie chodzi tylko o emocje, takie jak gniew. Ma to związek z uświadomieniem sobie, co tracisz, jeśli zostajesz w domu. Moim zdaniem to właśnie sprawia, że wciąż tu przychodzimy i protestujemy przeciwko rzeczywistości, z którą mamy teraz do czynienia. Osobiście zamierzam tu zostać, dopóki nie osiągniemy naszego celu - mówi nam Natija. Dwie dziewczyny siedzą na balustradzie. Jedna z nich, Nina, mówi, że przychodzą tu codziennie od początku protestów, już 32. noc z rzędu. - Ten czas pokazał nam, że naprawdę kochamy nasz kraj i chcemy tu żyć. Nie chcemy wyjeżdżać do Europy i nigdy nie wracać. Kochamy to miejsce, tych ludzi, chcemy tu żyć i pracować. I chcemy, aby nasze dzieci żyły w europejskim kraju - podsumowuje Nina. Sofia Diomina, MaH/Belsat wg vot-tak.tv