Nasze ustalenia. Niedawno w rejonie postawskim obwodu witebskiego rozpoczęto „kontrolny pobór z wezwaniem rezerwistów”, a w trakcie tych ćwiczeń trwa wycinka drzew i ustawianie zapór przeciwpancernych. Ekspert wojskowy wyjaśnił Biełsatowi, jaki cel stoi za tymi działaniami białoruskiego wojska. Dotarliśmy też do świadków. Z rejonu postawskiego tworzy się umocniony obszar. Świadkowie powiedzieli Biełsatowi, że wzdłuż dróg wycina się drzewa i inną roślinność, która utrudnia widoczność. „Trasy są teraz całkowicie widoczne” – twierdzą nasi rozmówcy. „Czyszczenie” obejmuje m.in. drogę R45, łączącą Połock z miejscowością Katłówka na granicy z Litwą, a dalej prowadzącą w stronę Wilna (droga nr 103 po litewskiej stronie granicy). Oprócz tego – jak powiedzieli Biełsatowi czytelnicy – żołnierze „stawiają zęby smoka i coś kopią”. Obecnie w rejonie postawskim trwa „kontrolny pobór z wezwaniem osób objętych obowiązkiem służby wojskowej oraz z dostarczeniem pojazdów dla wojsk terytorialnych”. Według Ministerstwa Obrony Białorusi potrwa on do 15 kwietnia. Deklarowanym celem tych ćwiczeń jest sprawdzenie gotowości lokalnych władz wykonawczych i wojskowych komisariatów do formowania wojsk terytorialnych. Zajęcia z rezerwistami odbywają się na poligonach i „terenach rejonu postawskiego”. Ekspert wojskowy, który porozmawiał z Biełsatem pod warunkiem zachowania anonimowości, powiedział, że z jednej strony są to ćwiczenia planowe, ale z drugiej – odbywają się w nietypowym terminie: „Zazwyczaj takie szkolenia przeprowadza się zimą, gdy grunty rolne są pokryte śniegiem i żołnierze mają więcej możliwości manewru, a drogi lokalne nie są zajęte przez sprzęt rolniczy. Najczęściej kończą się w lutym. Tymczasem teraz widzimy, że odbywają się w marcu–kwietniu”. Analityk uważa, że to reakcja obecnych władz Białorusi na wzmożoną aktywność sił zbrojnych w krajach sąsiednich. W Europie nie wyklucza się, że po zakończeniu wojny na Ukrainie Rosja może zaatakować Unię Europejską, stąd też intensyfikacja przygotowań do ewentualnej eskalacji. „Te kraje podejmują wysiłki, aby zwiększyć swój potencjał wojskowy, budują umocnienia obronne, minują granice, tworzą linie zapór, zmieniają sposób kompletowania armii, kupują broń itd. Zawsze takie działania wzbudzają niepokój po drugiej stronie i są równoważone przez działania strony przeciwnej. Myślę, że po aktywności strony białoruskiej nastąpi aktywność litewska, polska i innych państw” - powiedział ekspert w komentarzu dla Biełsatu. W Mińsku – jak mówi analityk – uznano działania wojskowe sąsiadów za prowokacyjne: władze twierdzą, że Białoruś to kraj pokojowy, więc trzeba pokazać, że przygotowuje się do obrony. W rejonie postawskim powstają fortyfikacje, które – według planów władz – mają pojawić się wzdłuż granicy Białorusi z krajami NATO. Takie fortyfikacje są budowane zdaniem eksperta na zapas: żołnierze nie będą tam stacjonować, lecz zajmą pozycje wspólnie z rezerwistami w razie zagrożenia. Betonowe piramidy, tzw. zęby smoka – to elementy tych umocnień: „Ich zadaniem jest utrudnienie ruchu czołgów i opancerzonych pojazdów bojowych. Ponadto oczyszcza się sektory ostrzału. Jeśli gdzieś buduje się trwałe konstrukcje obronne – bunkry, stanowiska artyleryjskie – to przed nimi usuwa się przeszkody, aby potencjalny przeciwnik nie mógł się tam skrycie zgromadzić przed atakiem”. Dlatego właśnie drzewa wzdłuż dróg są ścinane – aby było widać nadchodzącego przeciwnika. Wszystko, co obecnie dzieje się na zachodnich granicach Białorusi, ekspert wojskowy nazywa eskalacją. Rosja zaatakowała Ukrainę również z terytorium Białorusi, państwa UE zaczęły wzmacniać swoje granice, NATO zwiększyło aktywność, białoruskie władze uznały to za zagrożenie i zaczęły podejmować własne działania – na które z kolei reaguje Zachód. Błędne koło. I bardzo niebezpieczne – rozważa ekspert. Problem muszą rozwiązywać politycy i dyplomaci, aby „żołnierze się zatrzymali i nie przekroczyli czerwonej linii” – potrzebne jest „rozładowanie napięcia”, mówi analityk. „Obecnie mamy do czynienia z pewną wersją zimnej wojny, która może przerodzić się w gorącą – wszystko przez brak zaufania. Strony sobie nie ufają. Co więcej, pojawiają się cele polityczne: gdy społeczeństwo jest zmobilizowane, łatwiej nim zarządzać, łatwiej uzasadnić trudności gospodarcze – mówiąc: trzeba wytrzymać, bo wróg stoi u bram” – podsumował ekspert wojskowy. Nadzieja Wolnaja, Ściapan Kubik, lp / Belsat